wtorek, 7 stycznia 2014

1. Hostibus in porta

- Percy, popraw ten krawat! - prychnęła głośno Annabeth, patrząc z wzrokiem wygłodzonego wilka.
Dzień był piękny, nastrój w rodzinie Jacksonów taki sam. Wydawałoby się, że nie ma nic, co mogłoby go popsuć. Ale pomyślmy przez chwilę, jakie to wyzwanie dla herosów, którzy dożyli osiemnastki! 
- Kochanie, nie denerwuj się! Przecież to tylko spotkanie z kumplami! - odpowiedział jej mąż.
- Urodziny Nica są bardzo ważne, sam o tym dobrze wiesz, dlatego przełóż ten krawat z pleców na drugą stronę - skarciła ponownie małżonka i przeszła do sypialni. - Jak na prawowitego syna Posejdona jesteś dość tępy. 
- A ty jak na prawowitą córkę Ateny jesteś dość gadatliwa - mruknął Percy.
- Słyszałam to!
- Tak, wszyscy słyszeli...

***

- Wszystko jest już przygotowane. Nic nie może już pójść źle - powiedział z satysfakcją Nico di Angelo, kończący dzisiaj osiemnastkę. Wraz z Leo i Kalipso oczekiwali kolejnych gości, którzy niebawem powinni zjawić się w progach pięknej Ogygii. Jubilat spojrzał przez chwilę na nimfę i ruszył ku stołowi z przekąskami.
- Czy ja mu coś zrobiłam? - zapytała się towarzyszka herosa.
- Czemu tak pomyślałaś? - odpowiedział jej Valdez.
- Dziwnie się na mnie popatrzył, jakbym była...Kronosem czy Gają - stwierdziła z lekkim niepokojem bogini.
- Nie martw się. Każdy kiedyś bał się Nica, nawet Jason. To dopiero była strachajła - uśmiechnął się półbóg.

***

-Tanatosie, weź mój prezent i przynieś go tu, dobrze? - nakazał grzecznie Hades, rozglądając się po kątach sali, czy nie ma tam jego ulubionej konsoli z Górnoziemia.
- Ale panie...po jakiego grzyba mam to wnosić, skoro pan może to zrobić jednym pstryknięciem palcami? - zachmurzył się Pan Śmierci, machając swoją wierną Kosą tu i tam.
- A czy mam powiedzieć twojej córeczce, że od tej pory za popisywanie się tatusia będzie mniejsza wypłata? - powiedział szef i wyszczerzył zęby.
Tanatos przewrócił swoimi martwymi oczami.
- No dobrze, ale niech wypłata poleci z góry. Jeszcze trzy dni i minie 500 lat, od kiedy zarejestrowany jestem w Banku Ścięta Kosa, więc potroją mi należne pieniądze - uśmiechnął się syn Nocy i popędził schodami po zapakowany prezent.
- A myślałem, że to ja tutaj jestem większym idiotą... - stwierdził Hades i rozpoczął grę w Olympic Master.

***

Wszyscy goście dotarli już na czas. Każdy złożył Nikowi życzenia, każdy wręczył mu prezent. Mówiąc krótko: wszyscy byli szczęśliwi, że nie muszą gonić za potworami i nadgorliwymi tytanami.
- Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam! Niech żyje nam! - skończyli śpiewać solenizantowi.
Syn Hadesa wstał i powiedział:
- Bardzo wam dziękuję. Wam wszystkim. Że znosiliście moje humory...
- A było ich trochę - przerwał mu Leo.
- ...że podnosiliście mnie na duchu...
- Bez tego też się nie obeszło - stwierdził syn Hefajstosa, uśmiechając się.
- ...i pomagaliście mi w trudnym życiu pełnym niebezpieczeństw. To chyba tyle, zabierajmy się za jedzenie, bo Kalipso trochę tego wszystkiego zrobiła - zakończył swoją przemowę di Angelo.
Właśnie w tej chwili do sali weszło kilka nimf-kelnerek, które na rękach nosiły po kilka potraw jednocześnie.
Nagle ziemia się zatrzęsła, a boginki-kelnerki upuściły dania dla gości. Wszyscy upadli na podłogę, a z ziemi wynurzyła się cała armia uzbrojonych po zęby nieboszczyków, którzy rzucili się na leżące nimfy. Te próbowały wstać, ale ciągle ślizgały się po puree. Percy wyciągnął Orkan, Piper wzięła Katopris, a Frank zmienił się w pterodaktyla. Hazel szybko spod ziemi zaczęła wyciągać grudki wartościowych kamieni, a Leo wyzwolił w sobie moc ognia. Jason wspiął się w górę, a Annabeth zaczęła w pionierskim czasie analizować wszystkie ruchy przybyłych.
Kościotrupy pozostawiły za sobą ranne nimfy i zajęły się zagrożeniem. Każdy strzelał w innego herosa kościami ze swojego ciała. Frank po pokonaniu dwóch otrzymał cios wielokrotnie zwiększony ilością szpiku i upadł. 
Jason zesłał na grupkę trupów pioruny, a Hazel miotała kamieniami w ogóle nie patrząc, w kogo. Piper i Percy stanęli obok siebie i szybko porozcinali ciała kilkunastu wojowników. Annabeth pomagała Leonowi wymierzać dobre cele i ochraniać przed innymi, miotając daniami. Kalipso również wzięła się do roboty. Z podziemnej piwniczki wyciągnęła dwa ogromne miecze i zaatakowała.
- Macie bardzo szybką reakcję jak na dorosłych półbogów - skomplementowała z zaskoczeniem nimfa.
- Przyzwyczajenie, kochaniutka. Rozumiesz? - odpowiedział 
Ni stąd ni zowąd do mózgu Ann dobiegła jakaś myśl.
- Nico, czy możesz powstrzymać tą armię? Z tymi w Tartarze ci się udało!
- Jakbyś nie wiedziała, od minuty próbuję to zrobić! Ale one chyba nie są pod władzą mojego ojca, nie potrafię ich zatrzymać! - wrzasnął osiemnastolatek.
Liczba kościotrupów stale się zmniejszała. Wkrótce pozostała ich dziewiątka, więc jeden szkielet przypadał na jednego wojownika. Po chwili wszystko już było pozałatwiane.
Wszędzie, dosłownie wszędzie było mięso z kurczaka, puree, zdrowe sałatki (dla Annabeth, Hazel i Piper) i inne przysmaki, których można było skosztować.
Wszyscy patrzyli na Nica, który miał już łzy w oczach.
- Fajne urodziny - skomentował Leo.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz